Codziennik - dziwne koty, słaba knajpa i wieczór panieński

Dzisiaj jest tak niesamowicie ciepło, że zaczynam myśleć, że to już środek lata, a nie wiosna! Fajnie byłoby móc skorzystać z tej pogody, a nie siedzieć całe popołudnie w pracy. Pozostaje jednak ogromna nadzieja, że jutro nie będzie gorzej i wolny dzień uda się wykorzystać na przykład na leniuchowaniu nad jeziorkiem.

Tydzień zaczął się niestety bardzo smutno, bo byliśmy z P. na pogrzebie naszego licealnego wychowawcy, który bardzo niespodziewanie zmarł. Powiem Wam, że to naprawdę wspaniałe, że po tylu latach tak wiele osób przyjechało go pożegnać.

"Suits" i pięta Spookiego

Kilka tygodni temu zaczęła się nasza wielka miłość do nowego serialu, który namiętnie oglądamy. Mowa o "Suits" - dosłownie przepadliśmy. Jesteśmy już na trzecim sezonie i mam wrażenie, że nie ma możliwości, żeby nam się znudził. Dodatkowym atutem jest oczywiście to, że możemy go oglądać na Netflixie! Nie ma chyba sensu opisywać Wam, o czym ten serial jest, bo nie znam osoby, która by o nim jeszcze nie słyszała.

I tak na marginesie - podczas oglądania któregoś odcinka zauważyłam, że Spooky ma pięty! Czy to normalne? 

Beza z Huśtawki

Udało mi się też odwiedzić nowe miejsce na kulinarnej mapie stolicy. Tym razem z K. i P. wybrałyśmy się do nowego miejsca w Wawrze - naszej Huśtawki. Miejsce jest całkiem przyjemne. Fajna atmosfera i ciekawe menu, ale niestety obsługa i ceny pozostawiają wiele do życzenia... Cena za piwo  12 zł (przypominam, że Huśtawka jest w Wawrze), za bezę z owocami - 20 zł. Lekka przesada. Byłyśmy tam w poniedziałek, a zamykali o 21. Nie mam oczywiście nic przeciwko, ale o 20:45 zaczęli odkurzać salę. Czekałyśmy tylko na moment, kiedy ktoś do nas podejdzie i powie: nóżki do góry.

Na domiar złego od wtorkowego wieczoru do sobotniego poranka nie mieliśmy w domu ciepłej wody. Także cały tydzień upłynął nam na jeżdżeniu do rodziców, żeby się wykąpać. Wyobraźcie sobie moją wielką radość, kiedy w sobotę rano weszłam w domu od ciepły prysznic! Myślałam, że już spod niego nie wyjdę.

Spooky - taki dziwny...

Codziennik musi mieć przynajmniej jedno zdjęcie z kotami w roli głównej. Nie ma innej opcji. A udało mi się złapać Spookiego w dwóch ciekawych pozycjach. Ale widzicie przecież na zdjęciach.

Trafiłam też na bardzo interesujący wpis na portalu http://www.homesquare.pl/. O czym? O domu z luster. P. uwielbia duże przestrzenie, a mieszkanie mamy niewielkie. Lustra są w takiej sytuacji idealnym rozwiązaniem. Ale totalnie zakochałam się w wizji lustrzanej stodoły, której praktycznie w ogóle nie widać. Sen o niewidzialności staje się powoli jawą!

Wieczór panieński czas zacząć

Sobotni wieczór upłynął mi natomiast w iście imprezowym stylu! Nasza P. już w czerwcu bierze ślub, więc bawiłyśmy się na jej wieczorze panieńskim. Przy tej okazji pomyślałam, że to dobry pomysł, żeby przygotować kilka postów z poradami odnośnie organizacji wieczorów panieńskich. Mam w tym zakresie już spore doświadczenie. Przy okazji przypominam post idealny w okresie ślubnym - co świadkowa powinna mieć w swojej torbie?

Takie śniadanie - to rozumiem

Na koniec słów kilka o dzisiejszym jedzonku. Na szczęście obudziłam się bez kacyka, ale postanowiłam, że jednak warto mojemu organizmowi dostarczyć chociaż trochę witaminki C. Zrobiłam więc lemoniadę. Wyszła przepyszna! Przepis banalny - sok z dwóch cytryn i jednej pomarańczy, do tego kilka plasterków tych cytrusów, łyżka miodu i rozgnieciona mięta. Coś wspaniałego! O śniadanie zatroszczył się w tym czasie P. i zrobił moje najukochańszy poranny posiłek, czyli tościaki z serem i polędwicą. Tak rozpoczęta niedziela musiała być dobra.



Poniedziałkowe planowanie menu - maj 02/16

Zeszłotygodniowy wpis o planowaniu menu przypadł Wam do gustu, postanowiłam więc, że jest sens kontynuować serię. Dlatego mimo majówki mam dla Was (i dla siebie) kolejną porcję kulinarnych inspiracji ułożonych w planie na cały tydzień.


Poniedziałkowe planowanie menu
Na początku słów kilka z podsumowaniem wykonania zeszłotygodniowego planu, ponieważ nie wszystkiego udało nam się spróbować. Zwykle przez jakieś niespodziewane wyjścia lub chwilę słabości w postaci sushi... 

Co polecam z zeszłego tygodnia?



Hitem okazały się przede wszystkim przepisy śniadaniowe! Szakszuka, czyli jajka w pomidorach, jest naprawdę przepyszna i bardzo sycąca. Na pewno będzie się tu jeszcze pojawiać. Placki jogurtowe także zdobyły nasze podniebienia. Zwłaszcza podawane z syropem klonowym lub dżemem z czarnej porzeczki (ale takim autorstwa mojej mamy). Trzecim wypróbowanym śniadaniem były tosty francuskie na wytrawnie. Jestem przyzwyczajona do jedzenia ich na słodko, a tu taka niespodzianka. Robiłam je ze zwykłego chleba i powiem Wam, że są naprawdę przepyszne!

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie i P. sałatka z pomidorem, awokado i czerwoną cebulą. Jest bardzo dobrze zbalansowana, można się nią najeść, a do tego jest po prostu smaczna. Zawiódł nas natomiast colesław w wersji fit, którego ratowaliśmy koniec końców majonezem. Niestety niewiele mu to pomogło... 

Obiady w zeszłym tygodniu też niestety nie powaliły. Makaron z pomidorami i fetą kompletnie nie trafił w mój gust. Stanowczo nie ten smak, ale P. twierdzi, że jest nawet niezły. Zupa warzywna to po prostu zupa. Stanowczo brakuje w niej jakiegoś dominującego smaku. A na szparagi nie starczyło czasu. Będziemy ich próbować dopiero w tym tygodniu.

Kolacyjnie też było zaskakująco dobrze. Udało nam się odnaleźć fajny zamiennik dla kanapek, czyli wrapy. A te z szynką i serem są godne polecenia. Hitem jest też kanapka z awokado, jajkiem i rzodkiewką, tylko koniecznie dawajcie do niej trochę mniej musztardy, bo ilość podana w przepisie bardzo dominuje w kanapce.

A teraz czas na plan na obecny tydzień:
 
Śniadania: szakszuka | pasta jajeczna z awokado | pancakes | jajka w muffinach | panini

Przekąski: makaron z zieloną fasolką | sałatka z kurczakiem i awokado | placki z cukinii

Obiady: szparagi w cieście | zraziki po prowansalsku | roladki z oscypkiem

Kolacje: ciabata caprese | sałatka z kurczaka i melona | makaron z oliwkami

W menu jest sporo dziur, bo już z góry wiem, że w te dni nie będę jadła w domu. Zapewne wystąpią też przesunięcia, ale same wiecie, jak to jest ;)

Jak Wam się podoba takie planowanie posiłków? Macie jakieś swoje sposoby? A może dołączycie do mnie i zostawicie w komentarzu link do siebie? :)


Kreatywne planowanie - wyzwania instagramowe na maj

Trudno mi sobie wyobrazić, że już jutro zaczyna się maj! Zwłaszcza, jak pomyślę sobie, że dopiero niedawno był sylwester. A przecież właśnie 1 stycznia zaczęła się moja przygoda z bullet journalingiem. Prawdę mówiąc nawet przez myśl mi nie przeszło, że potrwa ona tak długo. P. był pewny, że pobawię się w to ze dwa tygodnie i odpuszczę. Wyobraźcie sobie jego zdziwienie.

Majowe wyzwania
MOJE FILMY NA YOUTUBE:
Mam dla Was listę majowych wyzwań, może Was zainteresują? 

Majowe wyzwania

#PlanWithMeChallenge


Jeżeli szukacie czegoś, co pozwoli Wam się bardzo zainspirować, to to wyzwanie jest idealne. Grupa Facebookowa o tej samej nazwie to miejsce, w którym wszyscy uczestnicy odpowiadają na codzienne tematy. To ogromna kopalnia inspiracji, w której uczestniczę już od stycznia. Polecam gorąco!

#RockYourHandwriting


Zapewne wszyscy już znacie to wyzwanie, chociaż jest bardzo świeże. Pomaga nam w ćwiczeniu ręki w pisaniu. Codzienne tematy są bardzo zróżnicowane i naprawdę inspirujące. W kwietniu chyba będę je realizować w oddzielnym notesie, bo odpowiedzi potrafią zajmować naprawdę dużo miejsca.

Majowe wyzwania

#365doodleswithjohannafritz


Teoretycznie jest to standardowe wyzwanie doodlingowe, ale jeżeli zajrzycie na Instagrama i przeszukacie go pod kątem tego hasztagu, okaże się, że większość uczestników tworzy prawdziwe dzieła sztuki. Nie są to w większości po prostu małe obrazki gdzieś na boku zaplanowanego dnia. Ja w tym miesiącu chyba odpuszczam na rzecz innych, ale bardzo chętnie będę podglądać i szukać natchnienia.

#PTLDoodles


To jedno z moich ulubionych wyzwań rysunkowych na Instagramie, ale niestety w tym miesiącu odpuszczam, bo czuję, że muszę od niego odpocząć. Nie zmienia to jednak faktu, że na pewno będę podglądać twórczość innych.


Majowe wyzwania

#QuotedMay2016


To wyzwanie stało się stanowczo moim ulubionym! Uwielbiam codzienne wynajdywanie ciekawych cytatów na zadany temat. Czasem jest motywacyjnie, czasem smutno, czasem wesoło. Najważniejsze jednak, że różnorodnie.

#DNDChallenge


To jest natomiast bardzo ciekawe wyzwanie, w którym naprzemiennie odpowiada się na codzienne tematy - obrazkowo lub pisemnie. Bardzo fajny pomysł dla osób, które nie mają ochoty na kilka wyzwań, a chciałyby próbować różnych rzeczy.



Majowe wyzwania

#Badasswomenmay


To całkowicie nowe wyzwanie (a przynajmniej dopiero w tym miesiącu je zauważyłam). Polega na tym, że do każdego dnia miesiąca przypisana jest kobieta. I do każdej z nich należy wymyślić coś kreatywnego - cytat, rysunek, listę - cokolwiek wpadnie nam do głowy.

#PFSixWordChallenge


Na koniec przykład wyzwania całkowicie pisemnego. Codziennie jest temat, do którego należy stworzyć historię. To jednak nie wszystko historia musi składać się z sześciu słów i ani jednego więcej. To wspaniały trening kreatywności!

Po więcej inspiracji zapraszam Was gorąco na mojego Instagrama, kanał na YouTube i Facebooka. I - jak już wcześniej mówiłam - do naszej wspaniałej grupy "Bullet Journal Polska".

Znacie jakieś inne wyzwania? Bierzecie w nich udział?

Depilacja laserowa - pierwsza wizyta

Minęło już kilka tygodniu od mojej pierwszej wizyty w gabinecie depilacji laserowej. Czas więc na pierwsze wrażenia i efekty. Zanim jednak zaczniecie czytać dalej, koniecznie zajrzyjcie do pierwszego posta, w którym opisywałam na czym dokładnie zabieg polega oraz jakie są wskazania i przeciwwskazania (czytaj: depilacja laserowa - jak to działa?).

Selfie w lustrze musi być

Zacznijmy od tego, że ja oddałam się w dobre ręce Gabinetu epiLOVE, który znajduje się w klinice FIT UP CLINIC przy ul. Rakowieckiej 34 w Warszawie. Ostatecznie zdecydowałam się na w zasadzie całościową depilację - twarzy, rąk, bikini i nóg. I bardzo chciałabym opisać Wam moje wrażenia.

Jak się przygotować do zabiegu?


Przede wszystkim trzeba pamiętać, że 6 miesięcy przed zabiegiem należy zakończyć terapię doustną retinoidami. Najważniejsze (i jednocześnie najtrudniejsze) jest to, aby przez okres dwóch miesięcy przed depilacją (a także później, między zabiegami) nie wyrywać włosów pęsetą, woskiem ani depilatorem. Najlepiej je golić lub depilować kremem (ale to także tylko do tygodnia przed zabiegiem). Wiedzą, że to bardzo problematyczne osoby, które decydują się na depilację laserową np. wąsika czy brody. Kategorycznie - nie można wtedy wyrywać włosków. Zostaje wspólne golenie z mężem ;)

Do zabiegu zakładamy okulary

Przez półtora miesiąca przed depilacją nie należy korzystać z solarium oraz naturalnego opalania. Dlatego najlepiej decydować się na zabieg w okresie jesienno zimowym. Cztery tygodnie przed zabiegiem nie należy stosować w miejscu depilowanej powierzchni kremów lub maści z witaminą A, witaminą C, kwasami owocowymi oraz retinoidami. A na tydzień wcześniej odstawić leki uwrażliwiające na światło i zioła o takim działaniu (to także dziurawiec, nagietek czy herbaty typu Figura 1 i 2). W ostatnim tygodniu trzeba też dać sobie spokój z wszelkimi peelingami i nie złuszczać skóry oraz nawilżać ją. Pamiętajcie, że depilowana powierzchnia nie może być sucha!

Dzień przed zabiegiem trzeba się bardzo dokładnie ogolić maszynką, zostawiając jedynie malutki fragmencik, żeby osoba, która wykonuje zabieg mogła zobaczyć jakie mamy włosy i dopasować odpowiednią siłę lasera. Ważne - w dniu depilacji - skóra musi być czysta i niczym nie posmarowana. Jeżeli robicie pachy, nie używajcie dezodorantu. Nie używajcie też żadnych balsamów tego dnia. Ani kremu do twarzy w przypadku depilacji tej części ciała.



Boli?


No i przede wszystkim - nie nastawiajcie się na katorgi, bo naprawdę nie jest aż tak źle. Łydki i ręce praktycznie nie bolą, pachy to chwila moment i nawet nie zauważycie, że coś się stało. Trochę bolesne są tylne części ud, no i bikini. To jest chyba najmniej przyjemna część zabiegu, ale stanowczo do przeżycia. Zwłaszcza, że nie trwa to zbyt długo. Dziwne uczucie towarzyszy też depilacji wąsika, ale nie boli jakoś szczególnie.

Moim zdaniem jednak warto zacisnąć zęby i mieć później święty spokój.

Co po zabiegu?


Ja pierwsze spotkanie z laserem przeszłam bardzo spokojnie. Nie miałam żadnych opuchlizn, zaczerwienień. Na wszelki wypadek kupiłam sobie Alantan Plus i się nim smarowałam, żeby porządnie nawilżyć ciało. Dodatkowo - po zabiegu trzeba unikać gorących kąpieli, sauny, peelingów i słońca (!). Oczywiście, to że u mnie nie było żadnych obrzęków, nie oznacza, że u innych ich nie będzie. Może się pojawić też zaczerwienienie, ale powinno zniknąć po 2-3 dniach. W tym czasie nie można stosować dezodorantów.

Malunki w trakcie zabiegu

Zawsze myślałam, że po depilacji laserowej nie można się golić, ale to oczywiście mit. W zasadzie jak tylko zniknie obrzęk można się normalnie golić. Ale oczywiście nie depilatorem czy woskiem, ani nie pęsetą. Warto też po dwóch-trzech tygodniach lekko zapuścić włoski, żeby zobaczyć ile ich wypadło. Na mnie zrobiło to duże wrażenie. Widzę ogromną różnicę zwłaszcza na nogach i bikini.

Ja mam za sobą dopiero jedną wizytę, ale zabiegi trzeba oczywiście powtarzać. Średnio co 5-12 tygodni, ale oczywiście zależy to od osoby. Wizyty wyznacza osoba, która przeprowadza zabieg.

Spalenizna?


Na koniec jeszcze jedno - nie zdziwcie się, jeżeli poczujecie w trakcie depilacji swąd spalenizny. To całkiem normalne. Wydobywa się on w momencie, kiedy włos wystaje ponad powierzchnię skóry i wtedy laser delikatnie go przypala. Także nie ma się czego bać ;)


Poniedziałkowe planowanie menu - kwiecień 25/16

Dzisiejszy wpis rozpoczyna moją nową serię postów poświęconych planowaniu menu na cały tydzień. Pomyślałam sobie, że skoro i tak co tydzień tworzę sobie spis dań, które zamierzam przygotowywać dla mnie i P., to w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podzielić się taką listą z Wami.

Poniedziałkowe planowanie menu

Może kogoś zainspiruję do ugotowania czegoś dobrego? A może Wy też przyłączycie się do akcji planowania posiłków i podzielicie się swoimi pomysłami na swoich blogach i (przede wszystkim!) w komentarzach? Oczywiście wszelkie linkowanie jest jak najbardziej dozwolone, wręcz konieczne.

Nasze posiłki


Staramy się jeść z P. cztery posiłki dziennie - śniadanie, drugie śniadanie, obiad i kolację. Łącznie obecnie staram się mieścić w 1900 kcal dziennie, ale mam nadzieję, że z czasem ten próg będzie coraz niższy. Jak się domyślacie, poniedziałkowe planowanie będzie więc podzielone na siedem dni, a każdy dzień na posiłki.

Mam nadzieję, że przede wszystkim będzie to fajna baza przepisów, z których korzystam, a jednocześnie zobowiązanie, żeby w miarę trzymać się tego, co ustalę.


Postaram się wstawiać te posty w poniedziałkowe poranki, ale tym razem się nie wyrobiłam. Wszystkie z tych dań są w zasadzie moimi debiutami i dopiero zacznę z nich tworzyć bazę przepisów, które lubimy. Oczywiście jak tylko zacznie ona się rozrastać, udostępnię ją Wam.

Wiem już na pewno, że śniadaniowa szakszuka jest hitem i na pewno ją powtórzę. Nie mogę tego natomiast powiedzieć o colesławie, bo z tego przepisu wychodzi raczej słaby w smaku. Muszę też pomyśleć nad inną wersją wrapa.

Jak Wam się podoba takie planowanie posiłków? Macie jakieś swoje sposoby? A może dołączycie do mnie i zostawicie w komentarzu link do siebie? :)



Codziennik - spacer, uwięziony kot i musical

Od dawna zastanawiałam się nad tym, jaką formę powinny przybierać moje weekendowe wpisy. Myślałam na różnymi rozwiązaniami, ale w zasadzie żadne mi się ostatecznie nie spodobały. Dlatego postanowiłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie zapewne to najprostsze, czyli cotygodniowe podsumowanie ostatnich dni. Tak po prostu.

Pierwszy wiosenny spacer
Nie mogłam sobie odpuścić zrobienia kilku zdjęć podczas w zasadzie pierwszego wiosennego spaceru. Niby nie jest jeszcze przesadnie ciepło, ale aż nie da się wytrzymać w domu. Uwielbiam po prostu ten moment w roku, kiedy wszystkie pączki zaczynają się rozwijać. Lubię to prawie tak samo jak jesień. W każdym razie - udało nam się zrobić pierwsze kilometry na świeżym powietrzu! I jestem z siebie bardzo dumna.

Tak w ogóle to mam ambitny plan, żeby któregoś pięknego dnia wrócić do domu na piechotę z pracy. Okolica jest całkiem przyjemna (bo przy trasie siekierkowskiej), a odległość nie jest miażdżąca, bo w sumie wychodzi ok. 11 kilometrów. Mam nadzieję, że uda mi się do tego zmotywować.

Przysmaki z ostatniego tygodnia
Od kilku tygodni dosyć skrupulatnie staram się panować nad tym, co jemy w domu. Przygotowuję sobie plan posiłków na cały tydzień, potem tworzę listę zakupów i codziennie staram się pilnować. Posiłki nie są stricte fit, ale staramy się jeść w miarę sensowne porcje i pilnujemy czterech posiłków. Jutro pokażę Wam jak dokładnie wygląda moje planowanie posiłków i zaproszę Was do wspólnego cotygodniowego planowania!

Tymczasem w ostatnim tygodniu byłam z przyjaciółkami w Aioli Mini na pl. Konstytucji w Warszawie i poza pyszną pizzą (mają je tam naprawdę pyszne!) skusiłam się na dziwny deser o smaku zielonej herbaty. Cieszę się, że spróbowałam czegoś nowego, ale nie jest to stanowczo coś, co warto polecać. Obok na zdjęciu widzicie moje pierwsze podejście do chilli con carne. Wyszło całkiem znośnie, ale to stanowczo jeszcze nie jest ten smak, o który mi chodzi. Macie może jakiś patent na utrzymanie farszu w tortilli?

Do teatru marsz!
Dwa miesiące temu kupiłyśmy z K. bilety na Mamma Mia w Romie i w końcu nadszedł ten wielki dzień, kiedy mogłyśmy je wykorzystać! Pamiętam, że film przysporzył mi ogromną radochę. Oglądałam go w Zakopanem w małym kinie przy Krupówkach i śpiewałam w trakcie seansu. Na musical szłam z podobnym nastawieniem. Ale oczywiście zapomniałam, że przecież piosenki są po polsku i ze śpiewania nici. Nie zmienia to faktu, że przedstawienie jest naprawdę godne polecenia! Fajne aranżacje, świetna scenografia i przede wszystkim - oprawa wizualna, to majstersztyk. Chociaż jak dla mnie przez całe przedstawienie w tle powinno lecieć karaoke ;)

Uwięziony kot...
Cały tydzień poza kilkoma wyjściami upłynął mi całkiem spokojnie. Czas umilały mi moje najzdolniejsze na świecie koty. Młodszy niestety nabawił się zapalenia pęcherza i codziennie odwiedza weterynarza. Wiecie, że kompletnie nie udało nam się zmusić go do połknięcia tabletki? Taka zdolniacha. Spooky, starszy kocur, jest za to największą pierdołą, jaką znam. Ostatnio wpadł za szafkę pod telewizorem i biedny nie mógł sobie poradzić z wyjściem...

Nadrabiam planowanie
Post nie może się obejść bez zdjęć mojego pięknego plannera. Codziennie panuję sobie w taki standardowy sposób, bez zbędnych ozdób, a w dni, kiedy mam trochę wolnego czasu, dodaję do minionych dni wszystkie ozdoby i odpowiedzi na wyzwania. Stąd takie opóźnienie na Instagramie.


ZAKUPY ZAKUPY


Wiem, wiem, że nie mogę zapomnieć o wyprzedażach, z której nawet ja skorzystałam. Miałam być twarda, a wyszło jak zwykle. Ale kupiłam tylko trzy rzeczy. W Super Pharm w trakcie promocji -50% na kolorówkę kupiłam podkład z Bourjois Healthy Mix i tusz do rzęs, o którym myślałam już od dłuższego czasu, czyli Max Factor 2000 Calories. Trafiłam też na chwilę do Rossmanna. Bo promocja na makijaż twarzy zbiegła się w czasie z moim brakiem rozświetlacza. Kupiłam taki w kuleczkach z Wibo. Po pierwszych próbach muszę jednak powiedzieć, że nie do końca jest to to, czego szukałam...


Stworzyłam też sobie krótką listę rzeczy, na które zwrócę w tym tygodniu uwagę w sklepach. Jestem bardzo zainteresowana mikserem do smoothie, bo lato aż się prosi o takie urządzenie. Chcę też się przyjrzeć opiekaczowi do panini. Boję się tylko, że mogę mieć problem ze zmieszczeniem go w kuchni...

No i oczywiście przepadłam w ofercie Biedronki, ale to już standard. Niedługo zaczynam balkoning, więc czas najwyższy zaopatrzyć się w lampki-kule, a akurat są dostępne. Do tego zakochałam się w szkicownikach, przepiśnikach i notesach

POLECAM WPISY


Nie miałam za bardzo czasu na czytanie blogów, ale kilka ciekawych artykułów zdążyło wpaść mi w łapki. Przede wszystkim koniecznie zajrzyjcie do Life Managerki, która podrzuca świetne pomysły na lunch boxy, które można zabrać do pracy.

Jeżeli nie znacie jeszcze narzędzie Rescue Time, koniecznie zajrzyjcie do Pani Swojego Czasu, która opisuje jego funkcjonalności. Ja poczułam się zmotywowana do działania i mam w planach sprawdzenie, jak to wygląda w moim przypadku. Chociaż nie ukrywam, że trochę się boję.

W kwestii organizacji czasu i pracy warto też zajrzeć do Uli, która wylistowała wszystkie narzędzia, których używa w swoim biznesie. Spora dawka ciekawych informacji, które zapewne wielu osobom się przydadzą.


Gdzie na Majówkę? Szukam wyciszenia

Wielkimi krokami zbliża się Majówka, czyli tak naprawdę pierwsza w tym roku okazja do w miarę ciepłego wyjazdu. Obawiam się bardzo, że będę musiała spędzić ją w pracy, ale jednak nadal gdzieś w głębi serca mam nadzieję, że uda mi się gdzieś wyrwać i będę mogła odpocząć od wszystkiego, co się tak generalnie dzieje w moim życiu. I z taką propozycją przychodzę dzisiaj do Was.

Trzy strony kraju

Nawet jeżeli mi nie uda się wyciszyć w trakcie Majówki, to może Wam przypadnie do gustu któraś z moich propozycji i wykorzystacie ją przy planowaniu tego krótkiego odpoczynku.

Bieszczady

Połoniny w Bieszczadach


To chyba najbardziej oczywista propozycja w sytuacji, kiedy chce się po prostu odpocząć i wyciszyć. W Bieszczadach byłam raz jeszcze za czasów liceum i przyznam, że bardzo chętnie wybrałabym się tam ponownie. To miejsce kojarzy mi się przede wszystkim z ciszą i swoistą dziczą. Brak zasięgu, mało ludzi, lasy - czego chcieć więcej? Gdzie można bardziej odpocząć?

Polskie wybrzeże

Polskie wybrzeże


Wiem, że kojarzy się raczej z dzikimi tłumami, parawanami i wszystkim tym, co najgorsze, ale przecież można (jak się okazało) znaleźć miejsca, w których będzie można tak po prostu wypocząć. Trafiłam ostatnio na ofertę wynajmu domku w Rogowie (http://www.burco.pl/) z dala od wszystkich kurortów. Jak się jedzie z rodziną, to chciałoby się raczej uniknąć tysięcy ludzi, którzy chcą tylko imprezować. A Rogowo wygląda na cichy i spokojny kawałem wybrzeża. Przez chwilę nawet pozwoliłam sobie na taką wizję - wstaję rano, robię sobie w takim domku kawkę (oczywiście w piżamie), wychodzę z nią i z książką na plażę i wdychając jod oddaję się błogiemu nicnierobieniu... Brzmi idealnie.

Okuninka
 

Lasy i jeziora


Pierwsza myśl to Mazury. Ale nie! W zeszłym roku byliśmy na weselu nad jeziorem Białym na Lubelszczyźnie i powiem Wam szczerze, że nigdy w życiu nie pomyślałam, że w takim miejscu może być tak pięknie. To kompletne odludzie z niesamowicie czystym jeziorem i lasami. Niestety w okresie letnim jest tam raczej tłoczno, ale z drugiej strony to nadal większy spokój niż np. Władysławowo. Do tego bardzo kusi cenami. Myślę, że dla Warszawiaków to idealne miejsce na krótki wypoczynek.

Jestem bardzo ciekawa, czy Wy planujecie Majówkę? Zamierzacie gdzieś wyjechać? Warszawiacy! Są jakieś miejsca w naszej okolicy, w których można tak po prostu odpocząć?


Wiosenne nawilżanie ust z Vaseline

Moje usta co roku na wiosnę bardzo wołają o pomoc po zimnych miesiącach. Nie pomaga im też wiatr, który w kwietniu i maju uprzyjemnia spacery. Z tego powodu staram się pamiętać o ich nawilżaniu. Zawsze mam przy sobie jakieś balsamy, które pomagają im przetrwać ten czas. Jednymi z tych najlepszych są wazelinowe balsamy - Vaseline Lip Therapy, który nieustannie używam od dwóch miesięcy. Po takim czasie jestem w stanie coś Wam o nich opowiedzieć.

Vaseline Lip Therapy
To ochronno-regenerujące kosmetyki produkowane na bazie 100 proc. wazeliny. A jak wiadomo - ma ona wszechstronne zastosowania. Balsamy chronią naskórek przed odwodnieniem, natłuszcza, zapobiega pękaniu i mikrourazom, łagodzi już te, które mamy. Balsamy Vaseline Lip Therapy zabezpieczają przed chłodem, słońcem i suchym powietrzem. 

Do wyboru mamy cztery wersje zapachowe zamknięte w bardzo wygodnych okrągłych pudełeczkach. Wiem, że nie każdemu przypadnie do gustu taka formuła, ale ja już się nauczyłam, że po prostu przed ich użyciem myję ręce, smaruję usta, a potem nawilżam dłonie. Taki mały rytuał ;)

Vaseline Lip Therapy

Zdjęcia robiłam od razu po otwarciu przesyłki, ale - jak widzicie - nie mogłam się powstrzymać przed zmacaniem wersji aloesowej. Pachnie wspaniale!

Vaseline Original - produkt całkowicie bezzapachowy i bezbarwny. Idealna dla każdego, kto nie lubi zapachowych produktów. Zostawia na ustach delikatną, bezbarwną poświatę. Fajny, ale ja lubię smakowe balsamy.

Vaseline Rosy Lips - tutaj kosmetyk został wzbogacony o olejek różany i migdałowy. Balsam bardzo delikatnie podbija kolor ust, dzięki czemu jest świetny dla osób lubiących nie rzucające się w oczy błyszczyki. Do tego charakterystycznie pachnie - różanie z domieszką migdału i karmelu. 

Vaseline Aloe Vera - to mój faworyt! Dodatek aloesu w balsami uzupełnia działanie czystej wazeliny. Najlepszy dla osób, których usta mają tendencję do pękania na wietrze lub mrozie. Ale ja go uwielbiam przede wszystkim za wspaniały zapach i smak. Mogłabym go wąchać całymi dniami, jestem totalnie uzależniona!

Vaseline Cocoa Butter - tego niestety nie mam, więc powiem tylko w dwóch słowach - ma on dodatek masła kakaowego, które ma właściwości rozświetlające. 

Wszystkie balsamy bardzo dobrze nawilżają. W pracy przy klimatyzacji sprawdzają się bardzo dobrze. Moje usta w końcu przestały pękać i są po prostu nawilżone. Czego chcieć więcej? A! Jak jeszcze miałam trochę dłuższe włosy, to na szczęście nie przyklejały mi się do ust ;)

Dajcie znać, czy korzystaliście z tych balsamów. Jestem ciekawa Waszej opinii!


Dlaczego tak bardzo kocham moje koty?

Odpowiedź jest bardzo prosta - bo jak można ich nie kochać? Mam w domu dwa kocury. Jeden to prawdziwy arystokrata - niebieski brytyjczyk o imieniu Spooky. Drugi to raczej dachowiec z domieszką brytyjską o pasującym do Spookiego imieniu - Creepy.

Spooky i Creepy
Jestem dla nich naprawdę pełna podziwu, bo jakimś cudem udało im się wyrosnąć na całkowicie niewredne zwierzaki, które naprawdę umilają nam życie (albo my im?), a nie znęcają się nad nami. No bo powiedzcie, czy znacie kocury, które nie mają fioletowego pojęcia o tym, że mogą gryźć i drapać swoich właścicieli? Bo naszych chyba nikt nie uświadomił i jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby któryś nas ugryzł lub podrapał w trakcie tarmoszenia. Spooky to pewnie wyniósł z domu, a Creepy pewnie przejął od niego. Coś wspaniałego.

Ale to oczywiście nie jedyny powód mojej ogromnej miłości!

Spooky jest mięciutki jak najmilsza maskotka ze Smyka. Jest jak pluszak, którego ma się ochotę cały czas nosić na rękach i tulić, ciągle miętosić. A że za bardzo nie potrafi protestować, to wykorzystuję ku temu każdą nadarzającą się okazję!

Creepy jest natomiast strasznym przytulasem i mruczkiem. Wskakuje do łóżka i jak tylko widzi, że leżę z telefonem w ręku, biegnie na mnie z tarana i uderza głową głośno mrucząc. I nigdy nie przestaje mruczeć, a uwierzcie mi - robi to bardzo głośno.

Spooky
Spooky jest też wielkim fanem telewizji. Uwielbia siadać i wpatrywać się we wszystko, co dzieje się na ekranie. A swojego czasu najbardziej lubił Master Chefa. Hm.

Creepy jest też podglądaczem. Zawsze kiedy biorę prysznic siada nade mną (na murku prysznica) i wpatruje się w mnie przez cały czas. Uwierzcie mi, że to naprawdę bardzo dziwne uczucie...

Creepy
Obaj uwielbiają ze mną gotować! Zwłaszcza przed tym, jak dostaną śniadanie. Wtedy wskakują na kuchenny blat i wsadzając ogony i mordki we wszystkie rzeczy, które na nim stoją, próbują pomóc w gotowaniu. Niestety z marnym skutkiem.

Cóż mogę powiedzieć? Kocham moje kocury całym sercem i postanowiłam, że czas najwyższy jakoś im się przypodobać. Myślałam intensywnie nad tym, co by im się spodobało i wymyśliłam, że najbardziej by się ucieszyli z nowego drapaka. Po długich poszukiwaniach znalazłam czterech faworytów w sklepie http://importmania.pl/. Tylko - jak zwykle - mam ogromny dylemat i nie mogę się zdecydować na ten jeden jedyny... Pomożecie?


Macie koty? Bardzo chętnie poczytam, za co je kochacie! :) A jeszcze chętniej obejrzę zdjęcia!



Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Anita Piątek (@tosiakowo)



Kreatywne planowanie - wyzwania instagramowe na kwiecień!

W końcu nadeszła wiosna! Kwiecień to pierwszy miesiąc, w którym zwykle naprawdę już ją mocno czuć w powietrzu. Ja nadal kreatywnie planuję i sprawia mi to bardzo dużo radości. Jeżeli podobnie do mnie lubicie wyżyć się kreatywnie, to zapewne ciągle szukacie nowych inspiracji i ciągle chcecie się rozwijać i robić nowe rzeczy. Ja z tego właśnie powodu co miesiąc szukam nowych wyzwań, które pomagają mi w wyrabianiu nawyków i ćwiczeniu motywacji.

Kwietniowe wyzwania kreatywne


MOJE FILMY NA YOUTUBE:


Dlatego mam dla Was bardzo inspirująca listę kwietniowych wyzwań, w których możecie wziąć udział. Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie!

Kwietniowe wyzwania

#PlanWithMeChallenge


Jeżeli szukacie czegoś, co pozwoli Wam się bardzo zainspirować, to to wyzwanie jest idealne. Grupa Facebookowa o tej samej nazwie to miejsce, w którym wszyscy uczestnicy odpowiadają na codzienne tematy. To ogromna kopalnia inspiracji, w której uczestniczę już od stycznia. Polecam gorąco!

#DNDphotoaday 


Kilka lat temu bardzo intensywnie uczestniczyłam w tego typu wyzwaniach. Na czym polegały? Dostajecie listę tematów na każdy dzień. Są to tematy zdjęć, które musicie wykonać i zamieścić na przykład na Instagramie. Świetna sprawa, jeżeli potrzebujecie motywacji do łapania chwil. Miałam długą przerwę, ale od kwietnia planuję wielki powrót.

Kwietniowe wyzwania

#PFSixWordChallenge


To całkowicie nowe wyzwanie. Ale brzmi niezwykle interesująco. Na tyle, że spróbuję wziąć w nim udział. O co chodzi? Na codzienny temat odpowiadamy 6 słowami. Brzmi bardzo intrygująco i sama nie wiem co z tego wyjdzie. Przyłączycie się?

#quotedapril2016


Cytaty na każdy dzień to dla mnie kolejna nowość. Jak mogłam wcześniej o tym nie pomyśleć?! Uwielbiam cytaty! Można znaleźć prawdziwe perełki, które potrafią namieszać w głowie. A wyzwanie polegające na zapisywaniu takich, które kojarzą się z codziennym tematem brzmi świetnie!

Kwietniowe wyzwania

#RockYourHandwriting


Zapewne wszyscy już znacie to wyzwanie, chociaż jest bardzo świeże. Pomaga nam w ćwiczeniu ręki w pisaniu. Codzienne tematy są bardzo zróżnicowane i naprawdę inspirujące. W kwietniu chyba będę je realizować w oddzielnym notesie, bo odpowiedzi potrafią zajmować naprawdę dużo miejsca.

#leatherquillchallenge


Kolejne wyzwanie, w którym odpowiada się na codzienne tematy. Zdjęcie, tekst, rysunek - pełna dowolność.

Kwietniowe wyzwania

#365doodleswithjohannafritz


Teoretycznie jest to standardowe wyzwanie doodlingowe, ale jeżeli zajrzycie na Instagrama i przeszukacie go pod kątem tego hasztagu, okaże się, że większość uczestników tworzy prawdziwe dzieła sztuki. Nie są to w większości po prostu małe obrazki gdzieś na boku zaplanowanego dnia. Ja w tym miesiącu chyba odpuszczam na rzecz innych, ale bardzo chętnie będę podglądać i szukać natchnienia.

#DNDChallenge


To jest natomiast bardzo ciekawe wyzwanie, w którym naprzemiennie odpowiada się na codzienne tematy - obrazkowo lub pisemnie. Bardzo fajny pomysł dla osób, które nie mają ochoty na kilka wyzwań, a chciałyby próbować różnych rzeczy.

Kwietniowe wyzwania

#PTLDoodles


To chyba moje najulubieńsze wyzwanie rysunkowe na Instagramie. Uczestniczę w nim od początku roku i sprawia mi nieustannie dużo radości. Jeden dzień, jeden rysunek i nic więcej. Cudownie proste.

#doodleadayapril


W zasadzie zasada taka sama jak przy poprzednim wyzwaniu. A tego jeszcze nie znam i chyba  w tym miesiącu się z nim zapoznam.

Po więcej inspiracji zapraszam Was gorąco na mojego Instagrama, kanał na YouTube i Facebooka. I - jak już wcześniej mówiłam - do naszej wspaniałej grupy "Bullet Journal Polska".

Znacie jakieś inne wyzwania? Bierzecie w nich udział?